Kiedy lądujesz w Addis Abebie, cofasz się w czasie o siedem lat. Dzieje się tak, ponieważ Etiopczycy posługują się unikalnym, starożytnym kalendarzem. To także jedyny kraj w Afryce, który nigdy nie został skolonizowany (był jednak okupowany przez Włochy), dzięki czemu zachował swoją dumną, unikalną tożsamość.
W tej części bloga poznaj 4 miejsca, które trzeba odwiedzić będąc w Etiopii. Co więcej, wszystkie z nich są kluczowymi punktami naszej kameralnej wyprawy!
*kolejność miejsc jest przypadkowa
Lalibela, często nazywana „ósmym cudem świata”, to kompleks 11 średniowiecznych kościołów monolitycznych. Słowo „monolityczne” jest tu kluczem. Te świątynie nie zostały zbudowane – nie użyto tu ani jednej cegły, ani grama zaprawy murarskiej. One zostały wykute w skale.
Legenda głosi, że budowa trwała zaledwie 24 lata. Jak to możliwe przy ówczesnej technologii? Miejscowi wierzą, że w dzień pracowali ludzie, a w nocy zstępowali aniołowie, którzy pracowali dwa razy szybciej, drążąc skałę z nadludzką siłą.
Wyobraź sobie potężną skałę wulkaniczną. Średniowieczni rzemieślnicy, używając jedynie prostych dłut i młotków, zaczęli kopać w dół, odcinając olbrzymi blok od reszty góry. Następnie drążyli go od środka, tworząc nawy, kolumny, okna i ołtarze. To architektura negatywowa – zamiast dodawać materiał, odejmowano go. Jeden błąd mógł zniszczyć całą konstrukcję.
W XII wieku, gdy król Lalibela objął tron, pielgrzymki do Jerozolimy stały się zbyt niebezpieczne z powodu wojen krzyżowych. Król miał wizję: skoro jego lud nie może iść do Ziemi Świętej, on zbuduje Ziemię Świętą tutaj, w górach Etiopii. Układ kościołów odwzorowuje mapę Jerozolimy, a przepływająca przez kompleks rzeka została nazwana Jordanem. Co ważne, kościoły nie stoją osobno – są połączone siecią tajemniczych tuneli, przejść i mostków. Spacer nimi (momentami w całkowitej ciemności, co symbolizuje czyściec) to fascynująca przygoda.
Najsłynniejszym widokiem, który z pewnością kojarzysz ze zdjęć, jest Bet Giyorgis (Kościół św. Jerzego). Wykuto go na planie greckiego krzyża, a jego wysokość sięga 12-15 metrów (to tyle, co kilkupiętrowy blok!). Aby się do niego dostać, trzeba zejść wąskim wąwozem wyciętym w skale.
To tutaj, w Dolinie Omo na południu kraju, na stosunkowo niewielkim obszarze żyje obok siebie kilkanaście różnych grup etnicznych. Każda z nich ma swój własny język, zwyczaje, ubiór i wierzenia. Ludzie mieszkający zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od siebie często nie są w stanie się porozumieć. Dolina Omo to jeden z najbardziej zróżnicowanych językowo regionów świata.
Podczas naszej wyprawy skupiamy się na spotkaniach z najbardziej fascynującymi społecznościami, między innymi:
Warto zaznaczyć, że to nie jedyne plemiona, które odwiedzamy podczas wyprawy do Etiopii.
Zamknij na chwilę oczy i pomyśl o „zabytkowej Afryce”. Co widzisz? Egipskie piramidy? Rzymskie ruiny w Tunezji? A teraz wyobraź sobie potężne, kamienne zamki z basztami, murami obronnymi i salami balowymi, które wyglądają, jakby zostały przeniesione prosto ze średniowiecznej Szkocji lub Portugalii, ale osadzone są w scenerii etiopskich wyżyn. To właśnie Gonder.
Dla wielu podróżników to największe zaskoczenie wyjazdu. Gonder, dawna stolica Cesarstwa Etiopii (XVII–XIX w.), to dowód na potęgę i bogactwo tego kraju w czasach, gdy Europa dopiero odkrywała nowe lądy.
Serce miasta stanowi Królewska Dzielnica (Fasil Ghebbi) – obiekt z listy UNESCO. Na terenie tego 70-hektarowego kompleksu znajduje się pałac cesarza Fasilidesa (założyciela miasta), biblioteka jego syna Johannesa I oraz sala bankietowa cesarza Jozuego. Architektura jest unikalna – to tzw. styl gonderski, będący fascynującą mieszanką wpływów portugalskich, indyjskich oraz starożytnych aksumskich.
Nieopodal zamków znajduje się Łaźnia Fasilidesa. Przez większość roku stoi pusta, ale raz w roku, podczas święta Timkat (Epifania), napełniana jest wodą z rzeki. Tysiące pielgrzymów w białych szatach wskakują do niej, by symbolicznie odnowić chrzest.
Warto pamiętać, że Gonder to nie tylko zamki. Nieco na uboczu stoi z pozoru zwyczajny kościół (Debre Berhan Selassie), który w środku kryje jeden z najpiękniejszych skarbów sztuki afrykańskiej. Sufit świątyni pokryty jest malowidłami przedstawiającymi 80 twarzy aniołów (cherubinów). Każda z nich patrzy w inną stronę, symbolizując wszechobecność Boga.
Jak to się stało, że kościół Debre Berhan Selassie przetrwał niszczycielski najazd sudańskich Derwiszów w XIX wieku, podczas gdy inne świątynie spłonęły? Legenda mówi, że gdy najeźdźcy zbliżyli się do bram, z kościoła wyleciał rój wściekłych pszczół, zmuszając armię do ucieczki. Pszczoły obroniły dom aniołów.
Etiopia to nie tylko historia, to także spektakularna przyroda. Park Narodowy Gór Siemen (wpisany na listę UNESCO) oferuje krajobrazy jak z innej planety – dramatyczne urwiska, zielone płaskowyże i poszarpane szczyty sięgające ponad 4500 m n.p.m. Podróżnicy często nazywają to miejsce „szachownicą bogów” – patrząc na te geometryczne formacje skalne, trudno się z tym nie zgodzić.
To jedne z najwyższych i najbardziej spektakularnych gór na kontynencie, ale nie trzeba być alpinistą, by podziwiać widoki z „Dachu Afryki”. Co ciekawe, Góry Siemen to jedno z niewielu miejsc w Afryce, gdzie zdarzają się opady śniegu i przymrozki. Wieczory bywają tu rześkie, co jest miłą odmianą po upalnym południu kraju.
Góry są piękne, ale to ich mieszkańcy kradną show. To tutaj żyją dżelady – małpy o „krwawiących sercach” (nazwane tak przez czerwoną plamę na piersi). Spotkacie je tylko w Etiopii. Są roślinożerne i niezwykle spokojne – można usiąść w niedalekiej odległości i je obserwować.
Marzy Ci się afrykańska podróż?